Pomysł na... życie

Coś swojego, własnego... 
Działanie przynoszące dochód rodzinie i dobro jego beneficjentom... 
Działalność może i dobrze prosperująca, ale przede wszystkim przynosząca nie kłopoty i udrękę z fiskusem, a dająca radość, twórcze  spełnienie się. Nawet jeśli coś niezbyt dużego...
W mieście, nareszcie, razem prowadzone - rodzinne wg marzeń i pomysłu wspólnego, nie zawsze blisko powiązane z aktualną pracą ale koniecznie z zainteresowaniem, inspirowane pasją, bo wtedy - trwa dłużej i ma szansę na jeszcze, i jeszcze trochę...
Tak mi się chce, tak się marzy zamiast codziennych, mechanicznie powtarzających się czynności, bezideowych i okraszonych tylko złośliwymi komentarzami, trudnościami ale i rzucanymi pod nogi kłodami przez... podzielających mój los. Codziennych wyrobników, pracujących nie dla sprawy, lecz - dla pieniędzy, dla chleba.
Odległe, bolące miejsca i złośliwość ludzka - bo bez wartości, bez zasad - nie ma sensu bycia...                       Nie sprawia mi codzienność ani frajdy, ani nie pozwala się zrealizować, ani się rozwijać człowiekowi...   Nie dostrzegam już dalszej perspektywy, nie mogę już zobaczyć moich celów bliższych i odległych, spełniać pragnień i marzeń w które ubrane jest całe nasze życie.
Odległe już jest to, co codzienne - bo tu już mniej, niż więcej - więcej nie mogę wnieść, bo ogranicza mnie to, co jest.

Komentarze

Popularne posty