Ptaku czyli brak wolności

Harmider, uderzenia skrzydeł o klatkę, brak wolności... zamknięty, a wydaje się, że bezpieczny w ten sposób. 

Oddajemy się jak papuga czy kanarek złudzeniu bezpieczeństwa, specyficznemu mikroklimatowi domu - jest pokarm i woda, jakiś owoc, kawałek chleba czy makaronu. 

Zapominamy o naszej pierwszej, pierwotnej potrzebie...

Właściwie nie brak nam niczego, a na samotność nie narzekamy, nie jest groźny też domowy kot, zatrzymują go pręty klatki.

Ile razy jestem takim ptakiem w klatce, czasem tworzę ją sama.

Buduję z kryształu lub surowej stali. Ile razy cieszę się z dobrego, mocnego zamknięcia. Ile czasu zajmuje mi przekonanie samej siebie jak wiele mi to przynosi korzyści i jakim jestem szczęśliwcem. Jak często...




No właśnie - jestem samotna lub muszę sama ścierpieć, tyle akurat - ile zrozumiem. Ale... ile muszę porzucić, oddać, o ilu rzeczach zapomnieć. 

Na zawsze, na długo. Na chwilę... ciekawe, czy kiedyś o tym wszystkim, o początku... o pierwotnych potrzebach... Aż, kiedyś - tak znienacka, sobie wreszcie przypomnę. 

....

O szczęściu, zamkniętym w tym "okruchu chleba"... 

Komentarze

Popularne posty