Świat w skali mikro

Czasem budzimy się ze swoimi obawami.
Lękiem jaki nie pozwala żyć, poruszać się - działać...
Ze strachami i wątpliwościami dnia codziennego.

Kiedy indziej, kładziemy się z nimi do łóżka - chodzimy z nimi, pijemy i spożywamy posiłki...
Towarzyszą nam i wypełniają, przepełniają nawet... A jeśli nie są z nami cały czas, do wpadają znienacka, przenikają - całkiem swojsko czując się w naszym towarzystwie.

Ze strachem lub obawą nie jest dobrze zaczynać ani kończyć dzień, ani go zaczynać... A już czymś niemożliwym staje się praca. Dobra praca...

Czasem łapię się na tym już po drodze, biegnąc do obowiązków... a czasem domykam tą myślą swój dzień. 


Wtedy też, patrzę na siebie w lustrze, i myślę - tak do siebie i do mojego odbicia: 
"ależ dziś dzień mnie domknął w budynku"... Potem tęsknię za kimś i za czymś... kogo mi brakuje: "szkoda że cię tu nie ma, kochanie, mam ochotę się oprzeć na tobie... ponarzekać, powiedzieć co mnie boli i czego się boję ogromnie". 

A potem, spuścić głowę - gdy nadejdzie mój kobiecy wstyd... 

Na szczęście - ty jesteś zajęty i w podróży, lub w jednej ze swoich własnych i niełatwych dróg, a ja - po prostu i jak zwykle, nawet bez ciebie - muszę. I choćbyś nawet na mlecznej drodze się błąkał... ja znów podepczę ziemię pod moimi stopami w drodze do domu, i do ciebie w drodze, trochę też...
:)  

Komentarze

Popularne posty