Odchodzą gwiazdy Stephen HAWKING

Wczorajsza wiadomość o śmierci człowieka zmagającego się blisko 50 lat ze stwardnieniem zanikowym bocznym, genialnego astrofizyka... jest dla mnie... naprawdę bolesną pastylką do przełknięcia.


Odchodzi gwiazda...
Bez wielkiej przesady... Życie - nie w cieniu, ale z chorobą. Mądrość i wiedza jakie się za sobą spotkały, nałożyły na siebie. Facet pokazujący jak można i jak trzeba żyć, co "my kule" nie tylko podziwiamy i rozumiemy, "tak żyć warto, a nawet kurczę, trzeba, i o tym pamiętać, aby pokazywać to całym sobą". 
To nie był tylko wyjątkowy "celebryta" w wydaniu polskim czy światowym, to prawdziwa - Gwiazda Na Firmamencie Nieba... 
Prawdziwa supernova, wzór do naśladowania: "nieustępliwy, wytrwały, ciekawy świata - zabawny, dowcipny nad wyraz - ale i poznawczo niezwykle aktywny". To moja - Jego - definicja...
  
Autor publikacji i prac, człowiek, który uczynił prostszą w odbiorze fizykę teoretyczną i inne zagadnienia kosmologii. Rozpalił ogień, rzucił wiele pytań i zagadnień na pastwę domysłów, matematycznych rachunków i ciekawości umysłów innych naukowców.
Twórca rewolucyjnych teorii z pogranicza fizyki kwantowej oraz klasycznej... Newtonowskiej.

Stephen Hawking, mały geniusz o drobnym i kalekim ciele - na elektrycznym wózku. Bohater oskarowego filmu... A dla świata symbol żywotności i cierpliwości: urzekający swym rozbrajającym uśmiechem człowiek - zagadka. 
Co myśli, co mówi poprzez coś na kształt "detektora głosu", syntezatora zastępującego pracę całej głośni... 
Hmmmm, a co wyraża jego pełna gwiezdnego blasku twarz. 

Wiele światów, jeden geniusz... 
To jego życie naprawdę miało i sens, i było darem dla nas wszystkich. 
Tacy ludzie uczą i pokory i tego, jak cudownie i owocnie można spożytkować je (życie) dla innych pokoleń...

Szkoda, że nie możemy znać takiego człowieka osobiście, ale samo obcowanie ze spuścizną, z tym co dał nam, pozostawił, co przygotował innym, czym inspiruje - warto by to wszystko nie uległo zapomnieniu. Aby myśli i idee stały się pokarmem dla badań, naukowych rozważań i dywagacji. Dobre, co mamy, a jeszcze lepsze, to co inni nam ofiarowują.

Stephen, może i wszechświat wyłonił się z nicości, ale na pewno - nie zrodził się z "niczego". Wyłonił się... z jakiegoś chaosu, nieokreślonej materii czy tylko jej zaczątku, ale tak właśnie rodzi się byt... Miał bowiem okruch miłości, by żyć i narodzić się - co jest warunkiem "zaczynu", jakiś zaczątek niezbędnego i ważnego stworzenia... Swój początek... 

I dziś - ja też życzę ci, abyś przybliżył się do tego Okruchu, cienia... i znalazł, po swojej śmierci, gdzieś tam, bezpieczną przystań... 

Śpij spokojnie, pilnuj gwiazd!    

Komentarze

Popularne posty