MMA

Zawodnik.
Nie dziecko... jakiejś mojej drogiej w utrzymaniu oraz prowadzeniu mamy...
Gdzieś rozmowa, dosłownie na korytarzu przy moim pokoju. Gdzieś, tj. pomiędzy płaceniem za obiady, a jej modystką czy fryzjerką, ja - między ni dziecka i jej nauczycielem, w myślach "udało się, stwórzmy dobry front pracy", oraz kończącym się czasem - lekcją...
Zaraz przerwa ja też niosę dwie inne wiadomości w głowie..
Szybkie pytanie - czy coś o Oliverze, dosłownie słychać ostatnio, ja - ostatnio, to było wolne i święta. On chce zbijaka a nie basen...
Mówimy równocześnie... leki odstawiliśmy, bo dziecko tyje...
Potrzebuje ruchu...

No to może badminton... ja. Ruch, całościowy...
Ona: z moim partnerem chodzimy na squosh...
Ja: Ale....on? co ma on? co jemu zaproponowaliście - jeszcze bez leków?

Gada, gada, gada, i tak cały czas = generalnie o sobie i swoim partnerze.
Szukajcie badmintona choć może i sztuki walki, dobre będą.
On chodzi na terapię (ja: nic z tego nie wynika... w myślach kawałek z Michaela Kiwanauki... wstęp do "Wielkich małych kłamstewek" (czy jakoś tak brzmi: jak "Hananukuka", indianiec a nie czarny gość...).

I znów jesteśmy w relacji??? W przelocie. W pospiesznym...  na biegnie, nakładając szminkę i z uregulowaną płatnością.

Od niej nie wiedzieć dlaczego, nie dowiedziałam się nic, lecz jej - doświadczyłam już nie raz. Ja mam dwa razy w tygodniu raporty o klasie 5d, bo ma ich już mój pierwszy i jedyny mąż... Da się żyć, z innymi, w innych.

Czy pożyczy mnie, pani - podpaski... proszę... taki mam temat do pani...
Bardzo proszę, między stacją Oświecenia a stacją Mój Brat Niedźwiedź.

Komentarze

Popularne posty