Nie dać się kupić i ... ogłupić

Po co ludzie lądują na psychologii - pewnie 90% z nich chce rozważać, zgłębiać, załatwić czy może rozwiązać swoje problemy, pozostała grupa - niechlubne zaś 10% to miejsce dla tych - którzy "wietrzą" w tym zawodzie ale i powołaniu, profesji oraz odpowiedzialnym zadaniu - "dobre pieniądze". Ot - obstawiałabym, że to jakaś - "szczęśliwa" 8 czy 9-tka.
Tylko 1% (słownie: jeden procent) spotkanych tu, na studiach - poczciwych naiwniaków i marzycieli, pozwala stwierdzić: "Tak, to doskonały materiał - idealiści i utopijni maniacy, chcący zmienić świat - choćby tę jedną rzeczywistość oraz ludzi, wypełniających jakąś część tej planety!!!"

No i wszyscy, każdy z nich, i z osobna - skazany jest na lekkie zawirowania i rozczarowania.

Dlaczego???
Ano, nie da się czegoś "zrobić" lub też "nauczyć się" łatwo, szybko, lekko i przyjemnie, w oparach magii i przy woni absurdu... Pot i łzy, czasem mocne poniżenia lub tylko uniżanie się, klękanie przed sobą i innymi, w pracy, w doświadczaniu, w zdobywaniu szlifów...

A także - należy pamiętać, że nie ma tu, w obszarze psychologii czarodziejskiej różdżki, czy pelerynki lub czapki niewidki. Co się zepsuło, rozwaliło czy schrzaniło - trzeba możliwie składnie załatać, skleić i naprawić... Lub oddać człowieka w lepsze ręce, nie robić tego - nie próbować drugi raz z tym samym efektem.

Dobrze jest pamiętać, że empatia czyli współodczuwanie... ma swoje granice. Najczęściej jest nią JA: mój dom, bliscy, własne bezpieczeństwo i zdrowie - czy też "mój czas". Czas, jaki wyznaczam sobie na spotkanie drugiego człowieka, oraz pracę z nim - jest skończony, zamknięty, możliwie precyzyjnie. Nieprzestrzeganie podstawowych zasad bezpieczeństwa i higieny takiej pracy i relacji - skutkuje wypaleniem, śmiercią lub kalectwem... Oddaleniem, utratą czegoś (kogoś) ważnego, najczęściej - bezpowrotnie.

Studia nie kończą się na licencjacie, ba... nawet po 5 roku studiów i magisterce, obronionej przy odrobinie szczęścia lub dzięki wydatnej pomocy (i plecom) naszego promotora. Trzeba się - i należy - wielokrotnie ukorzyć, stanąć w prawdzie - że jest się bezradnym, nic-niewiedzącym w sprawie, bez doświadczenia czy też nawet pojęcia o temacie się nie ma, że - bez potrzebnej wiedzy i kompetencji, że nie na miejscu, że gada się wreszcie bzdury lub książkowe frazesy. Bo czegoś tam "nie doczytaliśmy", "nie nauczono nas", "nie uważaliśmy, że mogłoby się przydać"...
"Kiedyś tam" może być niedefiniowalne. Mogłoby być... Lecz nie musi. Kiedyś - w perspektywie studenta: "to, bliżej nieokreślona, wieczność" lub prędzej, pospolicie i rasowo: "nigdy".

Większość z nas marzy o wyjeździe, karierze... o "złapaniu fuchy" i jej utrzymaniu...
O kasie, milionach, zysku... sprzedaniu się raz jednym, kiedy indziej, innym siłom "nacisku", lub politycznym stronnictwom. O byciu najlepszym lub najbardziej poczytnym, znanym, byciu jakiegoś rodzaju "autorytetem w sprawie....". O dobru innych - ich korzyści czy pożytku z nas, niewielu myśli.
Część z absolwentów - marzy o własnej praktyce - zwykle terapeutycznej, czyli przed nimi "obowiązek (ale i niewątpliwy przywilej) długiej i kosztownej nauki, poważnych staży, egzaminów, wiecznego "sprawdzania się i realizowania", czytania opasłych tomów, studiowania "przypadków" oraz towarzyszące temu - prozaiczne zadania codzienne, takie jak: zamiatanie sobą, robienie wielu czynności - najczęściej, już zaległych i "na wczoraj", czyli klasyczne - bycie i życie jak wyrobnik, i tak... przez wiele wiele lat.


Szczęśliwi - którzy dotrą do swojej Itaki...
Zahaczą o jej brzeg...

 
Osiągną to, co zamierzali - zwłaszcza ci, którzy oglądając się się na ideały młodości i ilość trupów oraz lekko tylko znieczulonych czy zamotanych ludzi, ludzi "pozostawionych za sobą", rzekną: "Tak, o to właśnie mi chodziło..."
I - za klasykiem, Adamem Nowakiem, liderem zespołu "Raz, Dwa, Trzy..." - zaśpiewają:  "I tak właśnie.... warto żyć, i tak, warto żyć..."

Komentarze

Popularne posty