Pracoholizm... już mnie boli
O pracoholika słyszymy dowcipy, czytamy czasem w gazetach, zwłaszcza plotkarskich lub brukowcach, czasem ktoś o sobie powie - nie mam siły czy mam już dość, od innego usłyszymy: "skończył się...", prawie nie mieszka już w domu, czy też "dzieci zapomniały jak tatuś wygląda".
Gdzie śpisz dziś?: - W pracy. "Co, jak to?" - Nie mówiłem ci? Mam na wczoraj robotę, i szef mnie pogonił. Poza tym, w najbliższy weekend mam wyjazd integracyjny... z pracownikami - oczywiście, bez rodzin... Zapomniałem ci powiedzieć... "Ty już niczego nie mówisz, nie mówisz nic do mnie. Nie rozmawiamy, nie rozmawiasz też z dziećmi. Przez 7 dni z rzędu - w domu jesteś góra przez 20-30 godzin...". - Chyba nie sądzisz że... "Tak, tak sądzę, że to już nie działa, jak powinno. Nie ma sensu... Wyprowadź się - do biura!!!!!"
Nie chciałbyś i nie chciałabyś i ty, mieć za sobą takiej rozmowy - właściwie sceny... Bo rozmów zabrakło już wcześniej.
Każda z osób w związku miała swoje życie, obowiązki i zajęcia dodatkowe, i może początkowo - czas i przestrzeń życia wspólną. Później coraz mniej wspólnego - z czasem - tylko kredyt na dom i samochód, dzieci - ale tylko fizycznie, bo czas im poświęcany i jego oczywiste, stałe dysproporcje... nie wróżyły niczego pewnego. Niczego stałego.
I nawet wspólnych zakupów, wspólnych świąt czy wakacji - "nie praktykowali już"...
Rodzina???
Małżeństwo???
Żadnych perspektyw.
Czy ludzie tego chcą - odpowiedzialności, starania się i troski o drugą osobę i kolejne, dzielić zaufanie i dawać wsparcie - czy też, przed tym uciekają... w pracę.
Tania rozrywka zastępuje szybko to, co w perspektywie istotne i ważne dla rozwoju wewnętrznego i pogłębiania człowieczeństwa. Tego, co czyni nas istotami zdolnymi do trwałego przywiązania oraz wierności, działania nie tylko szybkiego, spontanicznego czy mechanicznego, intuicyjnego i drapieżnego. Nie do konkurowania ze sobą - li tylko. współzawodniczenia czy wyścigu...
Emocje??? Odrzucamy je.
Uczucia - udajemy, lub też - ukrywamy srodze - obawiając się ich zdemaskowania czy odczytania przez innych. zagryzamy wargi i do przodu, czasem ignorujemy - gdy się pojawiają...
Bezbronni??? Nie, nigdy!!!
Słabości boimy się ponad wszystko, bo to najkrótsza droga do zwolnienia, usunięcia z wymarzonego stanowiska czy posady...
Posłuszni, usłużni... Potulni.
Zero indywidualności. Uniform... Unifikacja, tacy sami, to samo - wygląd, ubiór, potrawy, sposób wypoczynku czy też spędzania weekendu, te same samochody, wybór biur podróży - dystynacje, kierunki, studia kolejne i kolejne... to samo środowisko i używany język...
Następnie - automatycznie i ulegle działamy... Jak automaty, podporządkowujemy wszystko awansowi, kolejnym szczeblom kariery, przeprowadzkom. Zmianie przyzwyczajeń, otaczających nas ludzi, zamiana domu czy miejsca, wystroju biura, później - ulegamy totalnym zmianom lokalizacji... Bez względu na opinie czy zdanie innych, członków rodziny, jasne że tak...
Nie wiązać się, nie przyzwyczajać, i - nie nauczyć się tęsknić - czuć i współczuć.
Ojciec i matka najczęściej w domu opieki, bo troska o nich koliduje z wykonywaniem obowiązków, ważnych obowiązków...
Czy ja już mówiłem/mówiłam co lubię i czym się interesuję???
- Nie wiem, nie pamiętam... tak dawno tego nie robiłam... Wypoczynek??? - Że co, proszę???
Uczymy się szybko, sprawnie i dokładnie "Jak Nie Być Człowiekiem..."
Jeśli już - to tylko czasem, czasem nim bywać...
Oczywiście w przerwach... na pracę....
Gdzie śpisz dziś?: - W pracy. "Co, jak to?" - Nie mówiłem ci? Mam na wczoraj robotę, i szef mnie pogonił. Poza tym, w najbliższy weekend mam wyjazd integracyjny... z pracownikami - oczywiście, bez rodzin... Zapomniałem ci powiedzieć... "Ty już niczego nie mówisz, nie mówisz nic do mnie. Nie rozmawiamy, nie rozmawiasz też z dziećmi. Przez 7 dni z rzędu - w domu jesteś góra przez 20-30 godzin...". - Chyba nie sądzisz że... "Tak, tak sądzę, że to już nie działa, jak powinno. Nie ma sensu... Wyprowadź się - do biura!!!!!"
Nie chciałbyś i nie chciałabyś i ty, mieć za sobą takiej rozmowy - właściwie sceny... Bo rozmów zabrakło już wcześniej.
Każda z osób w związku miała swoje życie, obowiązki i zajęcia dodatkowe, i może początkowo - czas i przestrzeń życia wspólną. Później coraz mniej wspólnego - z czasem - tylko kredyt na dom i samochód, dzieci - ale tylko fizycznie, bo czas im poświęcany i jego oczywiste, stałe dysproporcje... nie wróżyły niczego pewnego. Niczego stałego.
I nawet wspólnych zakupów, wspólnych świąt czy wakacji - "nie praktykowali już"...
Rodzina???
Małżeństwo???
Żadnych perspektyw.
Czy ludzie tego chcą - odpowiedzialności, starania się i troski o drugą osobę i kolejne, dzielić zaufanie i dawać wsparcie - czy też, przed tym uciekają... w pracę.
Tania rozrywka zastępuje szybko to, co w perspektywie istotne i ważne dla rozwoju wewnętrznego i pogłębiania człowieczeństwa. Tego, co czyni nas istotami zdolnymi do trwałego przywiązania oraz wierności, działania nie tylko szybkiego, spontanicznego czy mechanicznego, intuicyjnego i drapieżnego. Nie do konkurowania ze sobą - li tylko. współzawodniczenia czy wyścigu...
Emocje??? Odrzucamy je.
Uczucia - udajemy, lub też - ukrywamy srodze - obawiając się ich zdemaskowania czy odczytania przez innych. zagryzamy wargi i do przodu, czasem ignorujemy - gdy się pojawiają...
Bezbronni??? Nie, nigdy!!!
Słabości boimy się ponad wszystko, bo to najkrótsza droga do zwolnienia, usunięcia z wymarzonego stanowiska czy posady...
Posłuszni, usłużni... Potulni.
Zero indywidualności. Uniform... Unifikacja, tacy sami, to samo - wygląd, ubiór, potrawy, sposób wypoczynku czy też spędzania weekendu, te same samochody, wybór biur podróży - dystynacje, kierunki, studia kolejne i kolejne... to samo środowisko i używany język...
Następnie - automatycznie i ulegle działamy... Jak automaty, podporządkowujemy wszystko awansowi, kolejnym szczeblom kariery, przeprowadzkom. Zmianie przyzwyczajeń, otaczających nas ludzi, zamiana domu czy miejsca, wystroju biura, później - ulegamy totalnym zmianom lokalizacji... Bez względu na opinie czy zdanie innych, członków rodziny, jasne że tak...
Nie wiązać się, nie przyzwyczajać, i - nie nauczyć się tęsknić - czuć i współczuć.
Ojciec i matka najczęściej w domu opieki, bo troska o nich koliduje z wykonywaniem obowiązków, ważnych obowiązków...
Czy ja już mówiłem/mówiłam co lubię i czym się interesuję???
- Nie wiem, nie pamiętam... tak dawno tego nie robiłam... Wypoczynek??? - Że co, proszę???
Uczymy się szybko, sprawnie i dokładnie "Jak Nie Być Człowiekiem..."
Jeśli już - to tylko czasem, czasem nim bywać...
Oczywiście w przerwach... na pracę....
Komentarze
Prześlij komentarz